2017/06/14

Klasa średnia inteligentnie ;)

Przeglądam jakiś odmóżdżający artykuł na łonecie, gdy wydarza się wtem i panW zadaje z pozoru proste pytanie:

- Wiesz czym się łucznik zajmuje ?

Patrze na niego jak na idiotę. Kurwa, jak można nie wiedzieć czym się zajmuje łucznik ??? No jak ??? Wyhodowałam na mymłonie własnym debila. Kiedy to się stało, że zdurniał całkowicie ? I dlaczego ja tego wcześniej nie zauważyłam ???

- No strzela - mówię - Z łuku, kuszy. To taki sport jest, łucznictwo się nazywa - Tłumaczę cierpliwie jak dziecku. Jprd.

- Ale ja się pytam o Łucznik ! - irytuje się panW. - O taką firmę Łucznik ! Wiesz czym się teraz zajmują ?

- Aaaa.... - urywam w pół wysokiego A, niebotycznie szczęśliwa, że jednak nie debil i skończony idiota, tylko oszczędny w słowach. Huk spadającej ulgi w postaci głazu z mojego serca słychać w promieniu 5 km.

- Mamy toster firmy Łucznik - uśmiecham się - A kiedyś produkowali maszyny do szycia. Może dalej się tym zajmują albo innym drobnym sprzętem AGD, a co ? - zainteresowałam się łaskawie, bo w sumie gówno mnie to obchodzi, toster działa, maszynę do szycia, starą bo starą ale sprawną też mam tej firmy i ogólnie jestem zadowolona ale na razie nie planuję zakupu żadnego sprzętu, bo właściwie wszystko co potrzebuję już mam, a NIE WIERZĘ żeby Łucznik zabrał się za produkcję samochodów.

- A bo produkują teraz KARABINY, ponoć bardzo dobre - triumfalnie informuje mnie panW.

Kurwa, to nie mógł normalnie, jak każdy facet, krótko zwięźle i treściwie, w jednym zdaniu od razu powiedzieć, tylko mnie tu prawie o zawał przyprawił ?

Właściwie to od karabinów do samochodów niedaleko, co ? 
Brawo Łucznik !

2017/04/21

Ach jak przyjemnie

Siedzę i popijam kakao. W Polsce, w moim domku.
No to już jest prawdziwy cud, bo niewiele brakowało a wcale bym do PL nie przyjechała.
.
Zajęcia w szkole mają taki popierdzielony plan, że tuż przed Wielkanocą zaplanowany był test próbny (12.04) a we wtorek po Wielkanocy test końcowy (18.04), dwa dni później miały być opublikowane wyniki a w piątek 21 kwietnia czyli dzisiaj !!! meldunek na kolejny etap, oczywiście nie można online, bo to by było za proste. Trzeba złożyć osobiście wydrukowany i podpisany wniosek.
I tak jak wiele, naprawdę bardzo dużo można w tamtym kraju załatwić przez internet tak tutaj człowiek zderza się ze ścianą. Nie i koniec. Osobiście, z papierową kartką.
Planowałam wyjazd do Polski na święta a niestety musiałabym siedzieć w DE. Czyli strata całego tygodnia, który mogłabym spędzić z Młodszym. A jechać potem tylko na 8 dni też mi się za bardzo nie opłaca. Bo nowy semestr zaczyna się 2 maja, ale przyjechać przecież trzeba ciut wcześniej: 30 kwietnia albo najpóźniej 1 maja.
Więc pokombinowałam:
Końcowy egzamin pisałam przed świętami, w czwartek 13 kwietnia, podczas zajęć innej grupy (niższy poziom), oni w tym czasie pisali test próbny.
Formularz meldunkowy wydrukowałam, podpisałam i dałam Hrisi (bułgarskiej koleżance) żeby mi złożyła jak będzie szła składać swój. I pojechałam nie wiedząc nawet jaki mam wynik egzaminu, ani czy zdałam, czy nie, ani nic, bo moje wyniki były publikowane razem z wynikami całej grupy czyli wczoraj, nie ma faworyzowania.
Nie spodziewałam się aż tak dobrego wyniku. :P
92% stawia mnie na II miejscu w grupie. Biorąc pod uwagę, że przerobiliśmy prawie cały materiał obejmujący w normalnych szkołach językowych poziom B1, to jest to duże osiągnięcie. Ale przyznam się, że bez repetytorium z gramatyki byłoby ciężko. Dobrze, że mi znajomy podarował swoje. Stare wydanie ale się przydało. Zamierzam kupić teraz nowe, bo zawiera więcej ćwiczeń i w ogóle jest obszerniejsze.

Mam przed sobą jeszcze cały tydzień na pomieszkanie, pobycie z Młodszym, poodwiedzanie znajomych, pojeżdżenie z babcią po sklepach i douczenie się tego czego nadal zadowalająco nie umiem tzn. przyimków i końcówek przymiotnikowych, we wszystkich przypadkach.
Wysoki pojechał już trzy dni temu, ja zostaję do końca miesiąca. Na razie to obijam się jak to tylko możliwe.


2017/02/23

To wszystko przez roztargnienie !

Ojejejujej !

No więc to prześliczne koreańskie dziecko mieszka w tym samym mieście co ja.
Zauważyłam go już kiedyś na moim dworcu ale myślałam, że może dojeżdża z innego miasta i tu ma przesiadkę. Ale nie.
Dzisiaj się dokładnie dowiedziałam, że mieszka tu ale w zupełnie innej dzielnicy...
Zawołał mnie na peronie i jechaliśmy razem a ja z wrażenia siedziałam jak trusia, a wysiadając zapomniałam parasola.
Jak pech to pech. Równowaga w życiu i w przyrodzie musi być. Nie ma tyle dobrego na raz. Piękny widok jest, to rozum głupieje, hehehe... No położyłam moją malutką parasolkę na grzejniku w pociągu i jak ją tam kładłam to jeszcze myślałam: "pamiętaj o niej!" Ale zapomniałam bo gadaliśmy, a ja się gapiłam i myślałam jak zwykle: "jaki ładny chłopiec"
Lało i wiało jak cholera kiedy wysiedliśmy więc do klasy szliśmy razem pod jego parasolem i zaśmiewaliśmy się oboje z mojego pecha.

Oni wszyscy, ci z Korei są niesłychanie mili i uprzejmi. Bardzo radośni, energiczni, serdeczni, to są przeuroczy ludzie i bardzo ich wszystkich lubię, dziewczyny i chłopców. Z każdym można porozmawiać, do każdego się przysiąść a oni witają cię najszerszym i najszczerszym z uśmiechów jaki możesz sobie wyobrazić. Do tego są tak uradowani jakby ich nie mogło spotkać większe szczęście niż twoje towarzystwo.
Acha, z jednym wyjątkiem, jakim jest Chiwan, który był żołnierzem. On jedyny jest dość powściągliwy i niewiele się uśmiecha "twarzą" (oczami tak), ale jest też bardzo zdyscyplinowany i świetnie się uczy, chociaż trzeba go pytać o zdanie, bo on nie śmie drugiej osobie zwrócić uwagę, że popełniła gdzieś błąd.
Co o nim wiem? Że strzelał...ale nie miałam odwagi zapytać czy do ludzi...Wolę nie wiedzieć, w końcu siedzi ze mną na środowych zajęciach. Niedawno na lekcji, gdzie mieliśmy pytanie w stylu: - na jakie tematy najchętniej rozmawiasz ? To Chiwan napisał, że o wojnie.


Na pewno napiszę znowu o tym ładnym chłopaku, bo on jest tancerzem, a ja jeszcze nie wiem co tańczy, czy tańce nowoczesne, klasyczne, czy cholera wie co, jakieś Gangnam Style pewnie ...